Drugi
lipca 2016 roku był dla nas dniem wyjątkowym, nie tylko ze względu
na podróż, ale również dlatego, że trwał 33 godziny. Nasza
wyprawa zaczęła się wczesnym rankiem – Magda wystartowała
o 7.20 z Warszawy, a Maryla o 6.10 z Krakowa. Po małych problemach komunikacyjnych spotkałyśmy się na lotnisku w Monachium, skąd wybrałyśmy się w nasz transatlantycki lot (trwając bagatela 10 h 45). Pani Justyna zadbała o nasze dobre samopoczucie wykupując bilety Lufthansy.
W trakcie lotu mogłyśmy korzystać z Internetu oraz oglądać relację z ćwierćfinałowego meczu Niemcy - Włochy w czasie rzeczywistym(!). Zanim dotarłyśmy do Denver, z lotu ptaka mogłyśmy podziwiać m.in. Grenlandię i Kanadę.
o 7.20 z Warszawy, a Maryla o 6.10 z Krakowa. Po małych problemach komunikacyjnych spotkałyśmy się na lotnisku w Monachium, skąd wybrałyśmy się w nasz transatlantycki lot (trwając bagatela 10 h 45). Pani Justyna zadbała o nasze dobre samopoczucie wykupując bilety Lufthansy.
W trakcie lotu mogłyśmy korzystać z Internetu oraz oglądać relację z ćwierćfinałowego meczu Niemcy - Włochy w czasie rzeczywistym(!). Zanim dotarłyśmy do Denver, z lotu ptaka mogłyśmy podziwiać m.in. Grenlandię i Kanadę.
Denver przywitało nas piękną, słoneczną pogodą, niestety nigdzie nie widziałyśmy gór, które widnieją na większości folderów Denver.
Oczekując na lot do Spokane, przysypiałyśmy powoli nie wytrzymując
trudów podróży. Późnym wieczorem dotarłyśmy do naszego celu,
z lotniska odebrała nas studentka Gonzaga University. And this is
where surprise begins.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz